czwartek, 7 marca 2013

Piosenka o moim strachu


Nad urwiskiem ja i strach
mamy dziś wielkie oczy
w zębach chrzęści suchy piach
czekam aż strach pierwszy skoczy.

Stopy bolą mnie od dawna
od ciągłego kołysania
skok przeraża, wracać nie chcę
dość mam niezdecydowania.

Gdy oglądam się za siebie
Na pustynię możliwości
Widzę jak wśród fatamorgan
Wiatr znów za mnie rzuca kości.

Robię naprzód mały kroczek
Zaraz zsunę się z urwiska
 - Zostań ze mną! - wrzeszczy strach
I za gardło mocno ściska.

- Nie skacz – kwili, mocniej chwyta
Zostań ze mną z różnych względów
- Co mam do stracenia? - pytam
Prócz wybicia wszystkich zębów?

Patrzy na mnie jak pies zbity
Od krawędzi mnie odwodzi
A młodziutka wciąż odwaga
Wgłąb pustyni znów odchodzi.

Lecz ja nie chcę już ze strachem
Na krawędzi się kołysać
Nie chcę zginąć pod tym piachem
Chcę coś przeżyć i opisać.

Zerkam naprzód, nic nie widzę
Strach wciąż dotrzymuje kroku
Biorę oddech, ściskam pięści
I szykuję się do skoku.

Skaczę w wąwóz możliwości
lekka, dumna i prawdziwa
Czuję ulgę, radość, siłę
znowu czuję się szczęśliwa.

Lecz gdy lecę pełna wiary
W moc miękkiego lądowania
Widzę że strach leci obok
Z workiem znaków zapytania.

niedziela, 27 stycznia 2013

Autoportret

Nie jestem kaczką
co i na lodzie zostawiona
przeżyje.
Nie spływają po mnie
deszcze kwaśnych słów.

Jestem drzewem
chronionym
o sękach wrażliwych.
Zakorzenia się we mnie
każda przelana kropla.




wtorek, 15 stycznia 2013

Cierpliwość


Ile świeczek warta gra?
Tarcz przeciw wiatrakom
Dróg donikąd, rozczarowań
Nieb wydartych ptakom.

Ile słońca zje horyzont
Nim go w końcu znudzi
Skór dzielenia na niedźwiedziu
zanim się obudzi.

Ile jeszcze do za dużo
Nim będzie niezdrowo
Oliw w ogniu, w nosie much
W mur uderzeń głową.

Ile jeszcze będę dzbanem
A ty we mnie wodą
Wiem że wilka raz ponieśli
Wiem jaką metodą.


Ponoć nie ma tego złego
Cel uświęci wszystko
W końcu jednak urwiesz ucho
Wsadzisz kij w mrowisko.

piątek, 21 grudnia 2012

Piosenka o końcu świata

Świat jest stary i zły
w głowie ma czarne dziury
większość ludzi to psy
albo korpo szczury.

Teraz świat jest drabiną
do spychania tych słabszych
kiedy w końcu wyginą
wyścig będzie ciekawszy.

Na nic dzisiaj wartości
przez pradziadów nadane
nic nam tu po miłości
wszystko sianem wypchane.

Na cóż wiersze i kwiaty
chwile wzniosłych uniesień
peany i poematy
kto to dzisiaj uniesie?

Chcesz być dla mnie życzliwy?
chętnie zaraz podetrę
swój robaczywy tyłek
przykryty markowym swetrem.

Dłoń chcesz do mnie wyciągać?
chętnie na nią napluję
gdy sukces zechcę osiągać
nią się zaasekuruję.

Więc kiedy w końcu wyginiesz
ze swoim dobrem naiwnym
pochylę się z drwiącą miną
nad twoim ciałem sztywnym.

czwartek, 6 grudnia 2012

Szóstego grudnia

Zjadłam Mikołaja
Za oknem padał śnieg.

Nie czułam żalu
Nie uroniłam łzy.

Przecież nie jego śladów
Tak mi dzisiaj brak.